ROZDZIAŁ 0 – Wprowadzenie

Grzegorz miał problem.

    Mimo że ukrywał to bardzo dobrze, Grzegorz był zasadniczo nieszczęśliwy. Czuł się niespełniony. Jego życie stało się monotonne i nudne. Nienawidził swojej pracy. Prawdopodobnie zostanie niedługo zwolniony z powodu zbliżającej się recesji. Jego małżeństwo wisiało na włosku, nie potrafił już nawiązać kontaktu ze swoimi dziećmi, nie miał prawdziwego życia poza pracą, jedzeniem, oglądaniem telewizji i spaniem. Mógłby policzyć najlepszych przyjaciół na jednym palcu i nie widział najmniejszej szansy na zmianę czegokolwiek na lepsze.

    Ale w tym momencie to nie był jego największy problem. To co naprawde spędzało mu sen z powiek, było to, że zaczął chodzić we śnie. 

    Jednej nocy, Grzegorz podczas snu wyszedł na zewnątrz i wpadł do ogromnej dziury w ziemi. Kiedy się ocknął, zobaczył, że leży na jej dnie w samej piżamie i nie było tam nic poza nim. Podniósł wzrok i zobaczył nad sobą poranne niebo, z kilkoma nagimi gałęziami drzew wiszącymi nad idealnym kręgiem słońca. Była wczesna wiosna i w powietrzu panował chłód. Nie widział nikogo, ale słyszał ciche głosy.

     Wiedział, że musi spróbować się wydostać, ale ściany dziury były proste, śliskie, wysokie i nie było nic po czym można było się wspiąć. Za każdym razem, gdy próbował, padał sfrustrowany na dno. Zaczął wołać o pomoc. 

    Nagle ujrzał twarz mężczyzny, który spojrzał na niego z góry. 

    ,, Jaki masz problem?’’ zapytał mężczyzna. 

    ,, Oh! Dzięki Bogu!’’ płacząc powiedział. “Utknąłem tu i nie mogę się wydostać!”

    “Rozumiem” powiedział. “ W takim razie pomogę Ci. Jak masz na imię?”

    “ Grzegorz”

    “Nazwisko?”

    “Zimerman”

    “Jedno ‘m’ czy dwa?”

    “Jedno”

    “Zaraz wracam”

    Kiedy mężczyzna zniknął, Grzegorz zaczął się zastanawiać co takiego ważnego było w literowaniu jego nazwiska, i wtedy mężczyzna wrócił.

    “To jest Twój szczęśliwy dzień Grzegorz! Jestem milionerem i dziś czuje się wyjątkowo hojny dla innych.”

     Mężczyzna zrzucił kartkę papieru. Grzegorz złapał ją i spojrzał do góry. Mężczyzna zniknął. 

    Był to czek na jego nazwisko na dziesięć tysięcy złotych.

    “Co do diabła?! Gdzie ja niby mam to tutaj wydać?” pomyślał.

Złożył czek i schował do kieszeni.

    Wtedy usłyszał następny głos dochodzący z góry.

    “Proszę pomóż mi”, Grzegorz krzyknął do pustej przestrzeni na górze.

    Pojawiła się twarz następnego mężczyzny, twarz życzliwa i współczująca.

    “Co mogę zrobić dla Ciebie mój synu?”

   Grzegorz dostrzegł biały kołnierzyk duchownego kiedy ten pochylił się nad krawędzią. 

   “Ojcze proszę pomóż mi wydostać się z tej dziury.”

    “Mój synu…” Głos był delikatny i kochający. “Za pięć minut muszę odprawić mszę w moim kościele, więc nie mogę teraz Ci pomóc. Ale odmówimy dziś wszyscy specjalną modlitwę za Ciebie.” Po czym sięgnął do kieszeni. “Proszę, to powinno pomóc.” I zanim zniknął, wrzucił do środka książkę.

     Grzegorz podniósł Biblię, przestudiował ją i próbował wyobrazić sobie wszystkie możliwe sposoby żeby ją użyć aby wydostać się z dziury. W końcu poddał się i odłożył ją na bok. 

     Następnym przechodniem była kobieta.  Kiedy zrozumiała kłopoty Grzegorza, rzuciła trochę organicznych warzyw wraz z witaminami i suplementami ziołowymi. 

     “Jedz tylko te.” Powiedziała. 

     Grzegorz ułożył je obok Biblii. 

     Lekarz zatrzymał się i zrzucił kilka buteleczek próbek nowych leków za sprzedanie których miał prowizję. 

    Prawnik przechodząc, zamienił kilka słów z Grzegorzem na temat zaskarżenia miasta za niezabezpieczenie tego miejsca i zostawił mu wizytówkę. 

    Polityk obiecał, że stworzy ustawę, która będzie chroniła lunatyków jeśli tylko Grzegorz odda na niego głos w nadchodzących wyborach, zakładając, że uda mu się wydostać z dziury. 

    W tym czasie Grzegorz zajął miejsce na dole dziury, trzęsąc się lekko z zimna, zaczynając tracić nadzieję, że ktokolwiek pomoże mu się wydostać. Czuł się samotny, bezradny i trochę przerażony. Odsunął leki na bok i zjadł organicznego banana. 

    “Ja pomogę Ci się wydostać.”

     Usłyszał mocny, przekonywujący i silny głos. Nie był do końca przekonany, ale chyba słyszał już wcześniej ten głos w telewizji. 

     “Po prostu musisz porzucić negatywne myślenie, nauczyć się wizualizacji i potem użyć ‘Prawa Przyciągania’.”

      “Ale to jest właśnie to co robię – próbuję przyciągnąć kogoś kto pomoże wydostać mi się z tej dziury!” Grzegorz zaprotestował.

      “W takim razie musisz robić coś nie tak,” usłyszał w odpowiedzi. 

      Zrzuciła coś cienkiego i kwadratowego na stopy Grzegorza. 

      Grzegorz krzyknął do niej, “Hej!, Ale … zaczekaj!”  Kobieta zniknęła. 

      Podniósł płytę DVD –  Nauczania Mistrza Abrahama. Kurs DVD. 

“Przynajmniej mogła zrzucić jakiś przenośny odtwarzacz.” Powiedział sam do siebie. 

     Po chwili buddysta Zen usiadł w pozycji lotosu na skraju dziury, chcąc nauczyć Grzegorza medytować. „Jeśli będziesz ćwiczyć wystarczająco długo, poczujesz się lepiej, będąc w dziurze. Kto wie, może nawet uda ci się lewitować i wydostać się z tej dziury. ”

     Grzegorz tracił powoli nadzieję i zaczynał godzić się z tym, że już na zawsze tam pozostanie, kiedy usłyszał głos. 

     “Czy mógłbyś się przesunąć?”

     Grzegorz spojrzał w górę. “Co?”

     “Czy możesz przesunąć się łaskawie w bok?”

     Grzegorz wstał i zrobił kilka kroków w bok. “Dlaczego?” miał właśnie zapytać, kiedy mężczyzna wskoczył do dziury lądując na jego stopach.

     “Czyś Ty oszalał?! Teraz razem siedzimy w tej dziurze. Czy nie mogłeś rzucić mi jakiejś liny albo drabiny albo cokolwiek…?” Krzyknął. 

     Mężczyzna spojrzał na niego ze spokojem. “ Te rzeczy nie działają.” 

     “Skąd wiesz?!” Grzegorz zapytał z niedowierzaniem.

    “ Już tu kiedyś byłem, i znam drogę wyjścia. “

                                               * * *

     Zakładam, że prosisz o pomoc, bo inaczej nie czytałbyś tej książki. 

     Coś jest nie tak w Twoim życiu i chcesz to zmienić.

     Więc mam zamiar wskoczyć do Twojej dziury, ale nie dlatego, że czuję jakiekolwiek pragnienie lub obowiązek, aby pomóc komukolwiek. Pomaganie komuś innemu to jedna z największych pułapek, w jakie można się wplątać.

     Nie mam również zamiaru zostać nauczycielem – Twoim lub kogokolwiek innego – ani guru, ani mentorem, ani trenerem, ani kimś, kto udaje, że ma jakieś lub wszystkie odpowiedzi.

      Jeśli chcesz, możesz myśleć o mnie jak o “zwiadowcy” – jako zwiadowcy w pociągu wagonowym na Starym Zachodzie, którego zadaniem było jechać naprzód, szukając drogi przez Góry Skaliste, aby dotrzeć do Oceanu Spokojnego, znajdując ścieżkę, którą inni mogliby podążać ze względnym bezpieczeństwem i ochroną przed żywiołami i Indianami.

     Nie jestem jedynym zwiadowcą i nie twierdzę, że dotarłem do oceanu. Ale jestem jedyną osobą, która wybrała tę szczególną drogę, która okazała się bardzo skuteczna i bezpieczna na tyle, że mogłem wrócić, aby o niej porozmawiać.

     Podczas mojej podróży zbadałem pewne bardzo radykalne terytorium i zebrałem wiele informacji o tym, które ścieżki działają, a które nie, co może przynieść korzyści komuś innemu. To jest główny powód, dla którego piszę tę książkę, aby przekazać te informacje, wiedząc, że są inni – nie tak wielu, ale niektórzy – którzy chcą iść tam, gdzie idę i gdzie byłem. Może jesteś jednym z nich.

     Zatrudniłeś mnie jako swojego zwiadowcę (bez względu na to, czy jesteś tego świadomy, czy nie), ale powinieneś wiedzieć, że nie ma dla mnie znaczenia, co myślisz o tych informacjach, czy o tym, co z nimi zrobisz. 

     Możesz je przyjąć lub nie. Moim jedynym zadaniem i totalną radością jest przekazanie Ci, co znalazłem. A więc wskakuję do Twojej dziury, ponieważ wydaje się to dobrą zabawą i zgodne z tym, co wszechświat ma dla mnie w tej chwili do zaoferowania.

     Być może jednak nie chcesz mnie w swojej dziurze. Powinieneś się nad tym naprawdę zastanowić. Jeśli nadal będziesz czytał, nadejdzie taki moment, że nie będzie już odwrotu. W pewnym sensie, zmieniając metafory, będzie to jak wspinaczka na Mount Everest. Podróż może być bardzo trudna, fizycznie i emocjonalnie i zajmuje trochę czasu.

     Jak już mówiłem, nie jestem jeszcze na szczycie, ale to jest w zasięgu wzroku. Osiągnąłem wystarczająco wysoki punkt po drodze, gdzie uznanie, radość, spokój, pogoda ducha są już ponad najśmielszymi oczekiwaniami. 

      To, co wiem z całą pewnością – i co potwierdzają w większości relacje innych zwiadowców – to fakt, że dotarcie na szczyt jest zdecydowanie warte wysiłku. 

      Oczywiście nie musisz przejść przez całą drogę. Dam Ci znać, kiedy dotrzemy do miejsca, od którego możesz już iść tylko dalej, a nie z powrotem.

      Z drugiej strony, możesz zdecydować, że w ogóle nie chcesz opuszczać swojej dziury. Jeśli tak, powinieneś przestać czytać teraz.  Nie ma w tym nic “złego.” Będziesz miał wystarczająco dużo pieniędzy i dobrą żywność organiczną oraz książki do czytania i DVD do oglądania, a także narkotyki, aby utrzymać się przy życiu i zapewnić sobie rozrywkę. To jest TWÓJ WYBÓR.

Powrót do spisu treści