Po około roku od rozpoczęcia swojego czasu w kokonie, bazując na wielu udanych rezultatach Twoich osobistych doświadczeń z użyciem Procesu Roberta, będziesz miał pewność, że “na zewnątrz” tak naprawdę nie ma niczego; że Twoje trójwymiarowe całkowite zanurzenie w holograficznym filmie nie jest rzeczywiste; że Twoje Nieskończone Ja tworzy wszystkie Twoje doświadczenia dla Ciebie, aż do najdrobniejszych szczegółów; że nie możesz być ofiarą nikogo ani niczego w żadnym czasie; że jeśli odczuwasz jakikolwiek dyskomfort, wynika to wyłącznie z Twoich reakcji i odpowiedzi na Twoje filmy, i że możesz uruchomić Proces w kilka minut – czasami nawet w kilka sekund – by zlokalizować i pozbyć się pozostałych osądów, przekonań i opinii; i że żyjesz głównie w stanie zachwytu i wdzięczności za Grę i wszystkich Graczy, których spotykasz.
To naprawdę wspaniałe miejsce, do którego można dojść i być, ale mimo to czujesz, że to nie koniec, że zostało coś do przetworzenia, że masz jeszcze nierozstrzygnięte pytania, że nie masz jeszcze jednej prawdziwej odpowiedzi na pytanie “Kim jestem?”, że jesteś tylko na etapie umiarkowanego zadowolenia z życia, zamiast ciągłego entuzjazmu i radości, i że nadal czasami doświadczasz pewnych momentów dyskomfortu.
Chociaż Proces Roberta przynosi początkowo doskonałe rezultaty, odkryłem, że ma swoje ograniczenia. Wiem, że inni także osiągnęli ten punkt. (Dla bardziej szczegółowej dyskusji na ten temat, proszę zobaczyć Rozdział Trzydziesty-Trzeci, “Robert Scheinfeld”, w Części Trzeciej tej książki.)
Proces Roberta może być bardzo skuteczny, gdy mamy do czynienia z dyskomfortem, który wydaje się pochodzić “z zewnątrz”, ale nie jest tak skuteczny, gdy już osiągnęliśmy punkt, w którym nie ma już myśli o “na zewnątrz” i bardziej zainteresowani jesteśmy spoglądaniem “wewnątrz”. To dlatego, że osądy, przekonania i opinie to tylko wierzchołek góry lodowej, a gdy już poczujesz się komfortowo i odniesiesz sukces w pozbyciu się ich, jesteś gotowy na następny etap swojej przemiany.
Pod warstwą osądów, przekonań i opinii kryją się lęki, które do nich doprowadziły, oraz warstwy ego, które zostały stworzone w wyniku tych lęków – fałszywe “ja”, które uważałeś za siebie – których Proces Roberta po prostu nie jest w stanie rozwiązać.
Przynajmniej tak było w moim przypadku.
* * *
W 2003 roku, wciąż będąc w kinie, miałem wypadek samochodowy, w wyniku którego złamałem jedenaście kości w karku i plecach i byłem o włos od utraty czucia w nogach. Jeden kręg w mojej szyi musiał być usunięty i zastąpiony tytanową klatką, po czym potrzebowałem sześciu miesięcy w łóżku, aby wrócić do zdrowia.
Moja była żona od około trzech lat była mężatką swojego nowego męża, a jego matka niedawno również przeprowadziła się do nich. Jednak z miłości i troski przekraczającej wszelkie obowiązki, postawili łóżko szpitalne w swoim salonie i to było miejsce, gdzie spędziłem te sześć miesięcy rekonwalescencji. Następnie zakupili przyczepę kempingową na własny koszt, ustawili ją obok domu i przenieśli mnie tam, kiedy tylko byłem w stanie wystarczająco chodzić tam i z powrotem, kontynuując karmienie i opiekę nade mną przez kolejne sześć miesięcy.
W ciągu tego roku obecny mąż mojej byłej żony stał się moim najlepszym przyjacielem, a jego matka traktowała mnie, jakbym był jej synem. Po pięćdziesięciu siedmiu latach wreszcie miałem matkę, o jakiej marzyłem jako dziecko, i prawdziwego brata. Rodzice mojej byłej żony, którzy również mieszkali w pobliżu, byli stałym źródłem miłości i wsparcia. To było niesamowite doświadczenie! Wypadek samochodowy był rzeczywiście wyjątkowym darem od mojego Nieskończonego Ja na wielu poziomach.
Ale jak można kiedykolwiek odwdzięczyć się za taką miłość i troskę? Czułem ogromną wdzięczność wobec mojej byłej żony i jej męża – oraz całej rodziny – i przez następne siedem lat starałem się znaleźć sposoby, aby zwrócić choć niewielki procent tego, co mi dali. Okazało się, że to stało się tematem serii doświadczeń holograficznych, które moje Nieskończone Ja stworzyło dla mnie, gdy wszedłem do mojego kokonu.
Przez siedemnaście lat naszego wspólnego życia byłem skautem i trenerem mojej byłej żony, jak również jej mężem. Częścią mojej relacji z nią, częścią mojej tożsamości ego, było pomaganie jej – na jej prośbę – w zauważeniu, kiedy zboczyła z własnej wybranej ścieżki i pomaganie jej wrócić na właściwy kurs. Jej nowy mąż faktycznie wielokrotnie dziękował mi za doskonałą pracę, jaką wykonałem w tej roli.
Dziesięć lat po naszym rozstaniu nadal byłem przywiązany do tej tożsamości ego. Około półtora roku po rozpoczęciu mojej przemiany, kiedy nagle i niespodziewanie zaczęliśmy mieć problemy komunikacyjne z moją byłą żoną, moje ego powiedziało, że byłby to prawdziwy dar dla niej i jej męża, jeśli ponownie wykorzystałbym swoją tożsamość jako jej trener/skaut i zaoferował swoją pomoc i wsparcie – być może nawet prezent wystarczająco wielki, by odwdzięczyć się za ich miłość i hojność. “Gdybym tylko mógł ją przekonać aby zrozumiala…”
Ale po raz pierwszy w naszym związku, pomimo wszystkich dowodów, które przedstawiłem, moja była żona nie zgodziła się, że zboczyła z właściwej ścieżki. Ten problem komunikacyjny trwał około sześciu miesięcy, podczas gdy starałem się robić to, co wcześniej robiłem tak dobrze dla niej, ale tym razem zupełnie bezskutecznie. Wykonałem Wewnętrzny Proces Roberta już we wczesnej fazie, co pozostawiło mnie bez dyskomfortu, bez emocjonalnych czy mentalnych zakłóceń po mojej stronie wobec niej lub sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Nie obwiniałem jej ani nie oceniałem za to, co mówiła czy robiła, i już nie miałem żadnego pragnienia naprawiania jej czy poprawiania czy zmieniania.
Ale nadal wiedziałem, że coś ze mną nie było “w porządku”, i potrzebowałem pomocy, czegoś więcej niż Wewnętrzny Proces Roberta, żeby to znaleźć. Dlatego moje Nieskończone Ja poprosiło Roberta Scheinfelda (jak ironiczne i doskonałe!) o pojawienie się w moim doświadczeniu holograficznym za pośrednictwem e-maila i przedstawienie mnie Jedowi McKennie i jego Trylogii Oświecenia…
“Poszukiwanie zewnętrzne to tylko jedna część historii. Druga część to aspekt wewnętrzny; powolne i bolesne odrzucanie samego siebie, warstwa po warstwie, kawałek po kawałku.”
McKenna, Jed. The Enlightenment Trilogy
Poprzez ten problem komunikacyjny z moją byłą żoną, byłem gotów stawić czoła bardzo trudnym warstwom mojego ego i obawom, które je stworzyły.
* * *
W pierwszej części swojej Trylogii Oświecenia, Jed wprowadza nas do procesu, który nazywa “autolizą duchową”. W tej i kolejnej części rozdziału pozwolę Jedowi w dużej mierze mówić sam za siebie, ponieważ wyjaśnia wszystko w sposób bardzo klarowny, i nie ma sensu, abym próbował to parafrazować…
“Słowo ‘autoliza’ oznacza samostrawienie, a ‘duchowa’ to, uh, no cóż, nie jestem pewien, co dokładnie znaczy. Powiedzmy, że odnosi się to do poziomu samego siebie, który obejmuje aspekty umysłowe, fizyczne i emocjonalne; Twoje królewskie ‘Ja’. Połącz te dwa słowa, i otrzymasz proces, w ramach którego karmisz sam siebie, kawałek po kawałku, w ognisku oczyszczającym… Jest to nieprzyjemny proces… w zasadzie jak “ZEN-owski koan” na sterydach. W rzeczywistości wszystko, co musisz zrobić, to pisać prawdę… Brzmi prosto, prawda? Tak, to wszystko.”
McKenna, Jed. The Enlightenment Trilogy
Najlepszy opis samego procesu autolizy duchowej według Jeda można znaleźć w rozmowie z uczniem o imieniu Arthur w pierwszej części, zatytułowanej “Oświecenie Duchowe: Przeklęta Rzecz”…
“Po prostu zapisuj to, co wiesz, że jest prawdą, albo to, co sądzisz, że jest prawdą, i pisz dalej, aż dojdziesz do czegoś, co jest prawdą.”
“Pi to stosunek obwodu koła do jego średnicy”, mówi Arthur.
“Oczywiście”, zgadzam się. “Zacznij od czegoś, co wydaje się być niepodważalne, a potem zacznij badać fundament, na którym to stwierdzenie jest oparte, i po prostu kontynuuj, aż dotrzesz do podstawy, czegoś solidnego, czegoś prawdziwego.”
“Pi to nie jest stosunek obwodu koła do jego średnicy?” pyta Arthur.
“Twoje pytanie zakłada, że istnieje koło.”
“A nie ma koła?”
“Być może. Nie wiem. A jest?”
“Cóż, jeśli narysuję okrąg…”
“Ja? Kiedy potwierdziłeś istnienie tego Ja? Rysować? Czy już przeskoczyłeś etap, w którym potwierdziłeś, że jesteś oddzielnym bytem fizycznym w fizycznym wszechświecie ze zdolnością do postrzegania, do rysowania? Czy tak? Jeśli tak, to musimy zamienić się miejscami.”
Arthur jest zamyślony i milczy przez kilka chwil. “Chyba to masz na myśli, mówiąc ‘drążyć do źródła’. To bardzo mylące. Nawet nie wiem, od czego zacząć.”
“To nie ma znaczenia, od czego zaczniesz, po prostu złap wątek i zacznij go ciągnąć. Możesz zacząć od zapytania Ramany Maharshiego, ‘Kim jestem?’ lub ‘Czym jestem?’, a potem po prostu pracuj nad tym. Po prostu próbuj mówić coś prawdziwego i trwaj w tym aż Ci się uda. Pisząc i przepisując. Sprawiaj, żeby było bardziej klarowne, usuwaj nadmiar i ego, i podążaj tam, gdzie Cię to prowadzi, aż skończysz.”
“A ile to zazwyczaj trwa?”
“Myślę, że kilka lat. Ale kiedy skończysz, to koniec.”
“I przez ‘koniec’ rozumiesz…?”
“Koniec.”
“Och. Czy to jak prowadzenie dziennika? Takie prowadzenie pamiętnika?”
“Ah, dobre pytanie. Nie. To nie ma nic wspólnego z osobistą świadomością. To nie dotyczy uczuć ani poglądów. To nie jest o osobistej ani duchowej ewolucji. Chodzi o to, co wiesz na pewno, o to, czego jesteś pewien, że wiesz, że jest prawdą, o to, co jest w Tobie prawdziwe. Dzięki temu procesowi odrywasz kolejne warstwy fałszu udającego prawdę. Za każdym razem, gdy wracasz, żeby przeczytać coś, co napisałeś, nawet jeśli to było wczoraj, powinieneś być zaskoczony, jak daleko już zaszedłeś od tego czasu. To bolesny i brutalny proces, w pewnym sensie przypominający samookaleczanie. Tworzy rany, które nigdy się nie zagoją, niszczy mosty, które nigdy nie zostaną odbudowane, a jedynym prawdziwym powodem, dla którego to robisz, jest to, że już nie możesz wytrzymać, żeby tego nie robić.”
“Jaki jest powód, żeby to zapisywać? Dlaczego nie robić tego w swojej głowie, jak z koanami?”
“To kolejne dobre pytanie. Tak, koany i mantry są wykonywane w głowie. Zapytanie Ramany Maharshiego ‘Kim jestem?’ jest wykonywane w głowie. Powód, dla którego zapisujesz to na papierze lub w komputerze, gdzie możesz to zobaczyć, wynika stąd, że mózg, choć to może brzmieć dziwnie, nie jest miejscem do poważnego myślenia. Za każdym razem, gdy masz poważne myślenie do zrobienia, pierwszym krokiem jest wyciągnięcie całego tego burdelu z głowy i umieszczenie go gdzieś, gdzie można się wokół tego poruszać i widzieć to z wszystkich stron. Atakować, zmieniać stronę i kontratakować. Nie możesz tego zrobić, gdy to jest wciąż w Twojej głowie. Zapisywanie tego pozwala Ci działać jako własny nauczyciel, własny krytyk, własny przeciwnik. Poprzez zewnętrzne ujawnienie myśli, możesz stać się swoim własnym guru; oceniając siebie, dając opinię zwrotną, zapewniając bardziej obiektywną i wyższą perspektywę.”
“Czy to sprawia, że Duchowa Autoliza staje się ścieżką intelektu w przeciwieństwie do ścieżki serca, oddania lub służby?”
Och. “Szczerze mówiąc, zaczynasz się trochę gubić, Arthur.” Spogląda na mnie zdezorientowany. “Nie wiem, co oznaczają te różne ścieżki, Arthur. Duchowa Autoliza to przedsięwzięcie intelektualne, ale nie chciałbym nazywać jej ścieżką intelektu. To proces dyskryminacji, pozbywania się tego, co jest nieprawdziwe, stopniowego odkrywania prawdy. Dyskryminacja jest używana jak maczeta do przecinania gęstego runa złudzeń lub, jeśli wolisz, jak miecz do odcięcia własnej głowy spętanej złudzeniami. Intelekt jest używany jako miecz, którym ego dokonuje powolnego i bolesnego samobójstwa; śmierć tysiąca cięć. Czy to sprawia, że to jest tego rodzaju ścieżką czy tamtą ścieżką, to nas tu nie obchodzi; to coś, o czym może zastanowić się student ścieżek. Jeśli to pytanie pozostaje z Tobą, to jest to coś, czym możesz się zająć sam w procesie Duchowej Autolizy.”
* * *
Dokładnie to było tym, czego potrzebowałem, aby przetworzyć moje obecne doświadczenia z moją byłą żoną. Musiałem zobaczyć moje emocjonalne przywiązania do niej i jej męża, zwłaszcza te trudne, które wydawały się tak uzasadnione przez dobrze zasłużoną wdzięczność. Musiałem spisać, w jaki sposób te przywiązania definiowały moje przekonanie o sobie i szczerym okiem przyjrzeć się, jak moje ego miało nade mną kontrolę w wyniku tego. Chciałem dowiedzieć się, co jest naprawdę prawdziwe w tej sytuacji, a duchowa autoliza była potężnym narzędziem w tym procesie.
To, co odkryłem, oczywiście, to że moje ego lubiło tę rolę bycia trenerem mojej byłej żony. Określiło to moją tożsamość, moje relacje z nią, zwłaszcza że nie byłem już jej mężem. W rzeczywistości, moje ego lubiło bycie trenerem dla każdego. Dawało mi to tożsamość nauczyciela, mentora, rodzaju guru. Zaspokajało również przekonanie o pomaganiu innym, próbowaniu złagodzenia ich bólu i cierpienia, oferowaniu wsparcia poprzez ujawnienie niespójności i sprzeczności, które sprawiały, że ich życie było mniej szczęśliwe niż moje – co oczywiście nigdy nie jest prawdą. Czyż nie jest zdumiewające, jak aroganckie mogą być nasze ego, myśląc, że wiemy, co jest najlepsze dla kogoś innego lub jak powinni żyć?
To moje ego chciało, abym czuł tę wieczną wdzięczność wobec mojej byłej żony i jej męża – bez możliwości kiedykolwiek móc im się odwdzięczyć – aby utrzymać mnie przywiązanego do tej tożsamości. W ten sposób ego przetrwa i zyskuje siłę. Ale było jasne, że nadszedł czas, aby oderwać się od tożsamości trenera, mentora, nauczyciela czy guru mojej byłej żony – i każdej innej osoby – oraz od nieskończonej wdzięczności wobec niej i jej męża.
Oderwanie się nie oznacza jednak automatycznie odcięcia; choć w tym przypadku moja była żona w końcu poprosiła mnie, abym usunął ją i jej męża z mojej listy mailingowej, co też zrobiłem, chociaż mam nadzieję, że ta rozłąka nie będzie trwała wiecznie ani nawet długo.
Oderwanie oznacza… cóż, omówię to szczegółowo w następnym rozdziale. Na razie pomyśl o ego jak o cebuli. Oderwanie to oderwanie jednej z warstw i wyrzucenie jej. Albo może wolisz pokroić ją na małe kawałki, wrzucić na gorącą patelnię z masłem i zjeść z ogromnym docenieniem za smak, jaki dodaje do hamburgera lub cukinii. (Dla większego zrozumienia ego, proszę zajrzeć do Rozdziału Trzydziestego Pierwszego, “Ego,” w Części Trzeciej tej książki.)
Początkowo byłem całkiem zdziwiony, gdy moje oferty “coachingu” zostały tak stanowczo odrzucone zarówno przez moją byłą żonę, jak i jej męża, biorąc pod uwagę naszą historię. Teraz jestem im niezmiernie wdzięczny, ponieważ to tylko dzięki ich oporowi mogłem odnaleźć i pozbyć się tych warstw ego. Jaka ulga, że już nie mam ochoty grać żadnej z tych ról, i jaki prezent znowu mi dali – choć tym razem nie jestem już związany z ego poprzez wdzięczność.
* * *
Podczas wykonywania duchowej autolizy Jeda dotyczącej tego incydentu z moją byłą żoną i jej mężem odkryłem wiele obaw i strachu. Ostatecznie nie sprawiało mi już przyjemności uczestniczenie w naszych rozmowach; nie czerpałem radości z angażowania się w jej dramaty; nie cieszyłem się perspektywą słuchania jego opowieści o spiskach rządowych, obozów koncentracyjnych gotowych na przyjęcie milionów Amerykanów. Jedynym powodem, dla którego nadal to znosiłem, była ta nieskończona wdzięczność.
Jednak bałem się oderwać od niej i jej męża, nawet wiedząc, że nie mogę ich nigdy zrekompensować, bez względu na to, co zrobiłem. Oprócz uczucia, że powinienem czuć wdzięczność przez resztę życia, istniał strach, jak to będzie wyglądać w oczach innych, jeśli nagle przerwę tę nieskończoną wdzięczność. Obawiałem się, co pomyślą pozostali członkowie rodziny. Jak niewdzięcznym byłoby to, gdybym pewnego dnia powiedział: “Wiesz, jestem i zawsze będę bardzo wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobiliście; ale nie mogę wam się nigdy odwdzięczyć, i muszę przestać próbować. Ta część mojego życia minęła, i już nie czuję radości ani zainteresowania – ani przymusu wdzięczności – by iść w tę samą stronę, którą wydajesz się podążać w tej chwili.”
Co pomyślą moje dzieci? Czy istniała szansa, że zagrożę swojej tożsamości jako ich ojciec, jeśli nie akceptują mojego stosunku do swojej macochy?
Bałem się również utraty matki, której zawsze pragnąłem i dopiero niedawno znalazłem, oraz nowego brata, którego pokochałem. Te warstwy tożsamości zrekompensowały mi lata dysfunkcyjnego dzieciństwa, i darzyłem je uczuciem.
Na koniec, co najważniejsze, bałem się, że to była ostatnia szansa, by wydostać moją byłą żonę z kina i zaprowadzić ją do jej kokonu, który był “prezentem”, jaki próbowałem jej dać. Wciąż ją kochałem i troszczyłem się o nią, chciałem, żeby odnalazła swoją drogę wyjścia z dramatu, konfliktu, bólu i cierpienia – stanu snu, który wyraźnie nadal przeżywała jako Dorosły Człowiek. Oczywiście, moje ego to uwielbiało, czując się pewnie w swoim istnieniu, dopóki czułem się odpowiedzialny za jej ewolucję duchową i skupiałem się na jej ewolucji, a nie na swojej własnej.
Oderwanie nie zawsze polega tylko na oderwaniu się od rzeczy, których nie chcemy lub nie lubimy, ale także od rzeczy, których pragniemy i kochamy.
* * *
Musiałem uwolnić się od przywiązań do tego wszystkiego, do wszystkich tych obaw, które utworzyły warstwę po warstwie mojego ego i uformowały fałszywe przekonanie o tym, kim sądziłem, że jestem: trenerem, przyjacielem, ojcem, bratem, synem. To były tylko “postaci”, które odgrywałem – żadna z nich nie była tym, kim naprawdę jestem, w rzeczywistości były tym, kim nie jestem.
Faktem jest, że każdy osąd, jaki kiedykolwiek wydałem w moim życiu, przypiął mnie do tamtego doświadczenia i utworzył kolejną warstwę mojego ego, określając to, kim sądziłem, że jestem. Każde przekonanie, które przyjąłem jako wynik tych osądów, było fałszywe, umacniając i uzasadniając ego. Każda opinia oparta na tych fałszywych przekonaniach okaże się błędna, gdy zostanie ujrzana z nowej perspektywy prawdy.
Dlatego nasze Nieskończone Ja daje nam możliwość ponownego odwiedzenia lub przeżycia tych doświadczeń podczas przebywania w kokonie; by uwolnić się od tych osądów, przekonań, opinii; by spojrzeć bezpośrednio na obawy i zerwać przywiązania, które utworzyły fałszywe warstwy tożsamości ego.
* * *
To wszystko może wydać się dobre i słuszne, powiedzielibyście, jeśli chodzi o coś tak niewielkiego, jak lekkie poruszenie emocjonalne z powodu zaparkowanego samochodu Betty lub kłótnia z byłą żoną – w przypadku drobnych dramatów i konfliktów w życiu. Ale co z prawdziwym dyskomfortem? A co z przemocą fizyczną? Co z gwałtem, przemocą domową, rozwodem, znęcaniem się nad dziećmi, wojną, ubóstwem, głodem, depresją, poważną chorobą i naprawdę trudnymi przeżyciami prawdziwego bólu i cierpienia?
Stopień dyskomfortu nie ma znaczenia; proces jest dokładnie taki sam, niezależnie od treści hologramu. Nic z tego nie jest rzeczywiste, bez względu na intensywność, czy to niewielkie skaleczenie na palcu, czy niemal śmiertelny wypadek samochodowy. Wydaje się tylko rzeczywiste – wygląda i czuje się jak prawdziwe – i im większy ból emocjonalny lub fizyczny, tym bardziej staje się rzeczywiste, co oznacza, że przydzieliliśmy mu więcej mocy.
Dlatego sugeruję rozpoczęcie od Procesu Roberta, aby wyeliminować dyskomfort z sytuacji, a następnie przejście do duchowej autolizy Jeda, zawsze przypominając sobie, że doświadczenie zostało stworzone przez twoje Nieskończone Ja, aby pokazać Ci, gdzie przydzieliłeś moc, dać ci możliwość zmiany swoich reakcji i odpowiedzi, a potem zdecydować, czy chcesz kontynuować życie z obawami i fałszywymi tożsamościami ego.
Tak, może to trochę dłużej potrwać, aby przetworzyć bardziej skrajne uczucia dyskomfortu, ale sam proces się nie zmienia. Może to oznaczać, że odzyskasz nieco mocy już po pierwszym przebiegu Procesu, ale nadal pozostaje wiele do odbicia w kolejnym, trzecim lub trzechsetnym razie, kiedy przechodzisz przez doświadczenie. “Dobrą” rzeczą jest to, że za każdym razem, gdy uruchamiasz Proces w określonej sytuacji i wyłączasz pewną ilość mocy z nią związaną, staje się ona mniej intensywna i dlatego nieco łatwiejsza przy kolejnym podejściu.
W końcu, w ciągu kilku lat, zrobisz to z łatwością i ekscytacją, doceniając doświadczenia dyskomfortu – jeśli się pojawią – jako okazję do zlokalizowania i przetworzenia ostatnich pozostałości osądów i obaw, ale żyjąc bardziej jako “świadek” własnego życia.
* * *
W książce Trzeciej z jego Trylogii Oświecenia, zatytułowanej Wojna Duchowa, Jed wspomina o “świadkowaniu” w rozmowie z nastoletnią uczennicą, Maggie…
“Ostatecznie jedyną praktyką duchową jest obserwacja; widzenie rzeczy takimi, jakie naprawdę są. To właśnie jest Duchową Autolizą; narzędziem, które pomaga nam to zrobić, aby widzieć jaśniej, aby używać naszych mózgów najlepiej, jak potrafimy. W świadkowaniu chcesz oddalić się od siebie, więc nie tylko żyjesz swoim życiem, ale także je obserwujesz. Nie w sposób refleksyjny, jak w dzienniku, ale na bieżąco. Jak teraz, siedzę tutaj i rozmawiam z Tobą, ale jednocześnie jestem w tym trybie świadka, obserwatora bezstronnego. Nie jestem w pełni w roli, jestem także widzem. Jestem świadomy, że działam na scenie, a ja, do pewnego stopnia obojętnie, monitoruję swoje wykonanie.”
Maggie wygląda na zdezorientowaną, ale gotową. “Jak to zrobić?” pyta.
“Cóż, w pewnym sensie już to robisz, z wyjątkiem tego, że Twój świadek jest trochę nieskupiony. Jest znudzony, głodny, zirytowany, zagłuszony. Chcesz skupić swoją uwagę na niej, usiąść z nią i sprawić, żeby zwracała uwagę.”
“Ona? Ona kto?”
“To ten mały głos w tyle Twojego umysłu. Wiesz, jak to jest, gdy jesteś znudzona, a w tyle Twojego umysłu myślisz o czymś innym? Nie jesteś w pełni obecna, Twój umysł jest gdzieś indziej; błądzący, marzący na jawie… Marzenie na jawie to bardzo dobre określenie, ponieważ sugeruje, że śpimy, gdy jesteśmy obudzeni, co jest dokładnie sednem sprawy. Chcemy przenieść naszą podstawową świadomość z postaci, którą odgrywamy, do aktora odgrywającego tę postać. Chcemy podkreślić tę różnicę, aby pomóc nam przestać utożsamiać postać, którą odgrywamy, z aktorem odgrywającym tę postać. Chcemy przenieść się na stałe do aktora, a nie postaci, którą odgrywamy. Czy to ma sens?”
“Nie wiem. Chodzi Ci o bycie cały czas samoświadomym?”
“Tak, ale w sensie bezstronnym, nie osądzającym. Kiedy masz wewnętrzne głosy toczące wyimaginowane rozmowy albo martwisz się, że źle ubrałaś bluzkę, to również są elementy postaci. Aktor może po prostu usiąść z tyłu i obserwować to wszystko. W ten sposób możesz obserwować siebie tak samo, jak obserwujesz innych, ale z lepszym punktem widzenia.”
“Nie jestem pewna, czy potrafię to zrobić.”
“Oczywiście, że potrafisz, to po prostu brzmi dziwnie.”
McKenna, Jed. The Enlightenment Trilogy
Dla mnie brzmi to trochę jak Sprawiedliwy Świadek z powieści Roberta A. Heinleina “Obcy w obcym kraju”, dla tych z was, którzy znają tę referencję. Jeśli chodzi o mnie, świadkowanie to zaawansowany proces, który wymaga dużo treningu i dyscypliny i prawdopodobnie nie jest odpowiedni na wczesnych etapach w kokonie. Ale to właśnie tak zaczynasz żyć przez większość czasu w końcowym okresie swojej przemiany...
“To nic trudnego, poza obserwacją, świadomością, czujnością. Byciem czujnym. Najpierw uczysz się tego robić, mieć tę odłączoną świadomość; robisz to świadomie, po trochu, tylko po to, aby się wprawić. Praktykuj obserwację innych ludzi, żeby zdobyć pojęcie. Patrz na nich, zastanawiaj się nad nimi, dekonstruuj ich i odtwórz proces odwrotny, a potem po prostu obserwuj siebie tak, jak obserwujesz innych. Następnie zaczynasz to robić coraz więcej, aż staje się to nawykiem i jesteś prawie zawsze w trybie obserwacji, a swoją postać widzisz z takiego samego bezosobowego punktu widzenia, jak innych ludzi.